Domy-przybudówki

W przestrzeni żydowskiej, zwłaszcza w miastach dominowała ciasnota. Dla ludzi, sytuacji czynności i funkcji brakowało miejsca. Brakowało też niejednokrotnie funduszy na budowę nowych, porządnych domów i budynków, a przede wszystkim pozwoleń i planów. Aby zmieścić się ze wszystkimi członkami szybko rozrastających się rodzin, ze wszystkimi członkami coraz większej wspólnoty oraz całą infrastrukturą potrzebną do obsługi tak społecznej jak i religijnej konieczne było radzenie sobie “na własną rękę”, bez planu, bez wielkich projektów. To były działania tymczasowe, które przeradzały się w rozwiązania na zawsze. Pozostawały jednak w swym charakterze wizualnym chybotliwe, prowizoryczne, ubogie. Ale dzięki temu stanowiły doskonałą ilustrację dla dynamiki rozrastającego i dynamicznie rozwijającego się życia żydowskiego w Europie Środkowej i Wschodniej. Tamtejsza architektura nosiła w sobie cechy organiczne. Przybudówki dosłownie obrastały starsze formy, rosły w bok, rosły w górę, szukając dla siebie miejsca tam, gdzie zupłenie go nie było. Stąd proponowany obiekt przestrzenny domki przypominające rośliny. Architektura, która powstaje wbrew zdrowemu rozsądkowi i na przekór zakazom.
Te historyczne uwarunkowania stały się punktem wyjścia dla prezentowanej wizji architektonicznej, w której ciasnota i prowizoryczność przeobrażają się w język formy.W prezentowanej pracy motyw urbanistycznej ciasnoty przybiera formę organicznie narastających brył architektonicznych, które zdają się wzajemnie wypierać własną logikę przestrzenną. Fragmentaryczne elewacje, powtarzalność okiennych podziałów oraz niestabilna perspektywa budują wrażenie nieustannego wzrostu, jakby architektura sama kształtowała się pod presją społecznych potrzeb. Zestawienie różnorodnych faktur i gęstych hatchunków wzmacnia poczucie materii prowizorycznej, lekkiej, czasowej — a jednocześnie uporczywie trwałej. Domy, przypominające konstrukcje obrastające jedna drugą, tworzą wizualną metaforę spontanicznego rozrostu żydowskich dzielnic, gdzie brak miejsca rodził rozwiązania ad hoc, przekształcane stopniowo w stały krajobraz. W tej niepewnej geometrii wybrzmiewa napięcie między chaosem a potrzebą zakorzenienia, między pamięcią miejsca a jego ciągłą transformacją.

